Marki na Facebooku jak dzieci

| 14:12 Dodaj komentarz
Marki na Facebooku zachowują się jak dzieci. Nie trzeba dogłębnych badań (choć i takie przeprowadzono), to widać gołym okiem. Niektóre wręcz jak pijane dziecko we mgle i nie chodzi mi tylko o to, że za nic mają jakąkolwiek strategię, kreowanie marki, budowanie marki, logiczne i konsekwentne prowadzenie kampanii, korzystanie z najlepszych wzorców czy korzystanie ze statystyk i analiz (o ile w ogóle marka wie, że takowe istnieją i gdzie je znaleźć).

Marki na Facebooku zachowują się jak dzieci w sensie dosłownym. Gaworzą, próbują pisać językiem gimbazy, żeby być cool i trendi (próbują, bo przecież go nie znają? chyba, że jakaś marka zatrudniła sobie do prowadzenia fanpejdża nastoletnią blogerkę), a tak naprawdę są passe, strzelają selfie, a tak naprawdę strzelają sobie w stopę.

Dlaczego to robią? Bo wydaje im się, że trzeba podążać za trendami, a skoro większość w tym serwisie społecznościowym pisze, jakby nie skończyła podstawówki (badania, źródło: http://socialtimes.com/study-brand-posts-facebook-written-fifth-grade-level_b198743), to trzeba im koniecznie dorównać.

Skoro wszyscy wstawiają memy z kotkami, to wstawmy i my. Im będzie to głupsze (w założeniu: śmieszne), tym lepiej. "Pokazujemy przecież ludzką twarz marki". Nie. Pokazujemy twarz klauna. Dotyczy to zresztą większości obrazków, wszystkich tych ochów i achów. Wspomniane badania dowodzą, że posty obrazkowe są o 37 procent bardziej efektywne od postów tekstowych, a wpisy z wykrzyknikiem wywołują dwa razy większe zaangażowanie. Sam dostaję na firmową skrzynkę artykuły czy zawiadomienia, w których tytuł kończy się już nie jednym, a trzema wykrzyknikami. Jeden to za mało. Jak wrzeszczeć, to na całego. Celują w tym szczególnie masowo zatrudniane od pewnego czasu do prowadzenia profili w serwisach społecznościowych blogerki, domorosłe dziennikarki, siostrzenice prezesa, krewni i znajomi królika. Skoro one się wydzierają i strzelają słitfocie prywatnie i na prywatnych profilach, to metody te przenoszą automatycznie na prowadzone fanpejdże firmowe.

A to już jest działanie na szkodę firmy.

Pól biedy, jeżeli firma profil ma młodzieżowy, takież idee i do takiego klienta kieruje swój przekaz i swój produkt. Wtedy to się może bardzo ładnie sprawdzić. Ale, dla przykładu, poważny doradca finansowy, który przetyka wpisy dotyczące zmian podatkowych memami z trzęsącymi się biustami? Firma spożywcza wstawiająca obrazki kotków? Co, ona z tych kotków kiełbasę produkuje? To ja takiej firmie już podziękuję.

Powie ktoś: "dlaczego tego nie robić, skoro to działa". Już odpowiadam. Po drugie: z prowadzeniem fanpejdża (innych profili w innych serwisach społecznościowych również) jest trochę tak, jak z telewizją i tabloidami i ich tłumaczeniem, dlaczego karmią społeczeństwa tak beznadziejnie głupią papką. Bo społeczeństwo tego pragnie. Społeczeństwie zaś tego pragnie, bo niczego innego nie widziało, bo telewizja i tabloidy karmią je tak beznadziejnie głupią papką i tak w można w kółko i bez końca.

A czemu po drugie? Dlatego, że po pierwsze i najważniejsze: działa, ale do czasu. Raz włączymy filmik nie na temat, drugi raz się uśmiechniemy, ale za trzecim już razem pod nosem. Za czwartym - będzie to już nudne i niesmaczne, jak odgrzewany dowcip. Odwiedzając profil marki modowej - chcę zobaczyć jej najnowszą kolekcję, profil polityka - poczytać, co ma do powiedzenia na temat zapaści gospodarczej kraju, profil banku - dowiedzieć się czegoś o promocyjnych lokatach i kredytach.

A jak będę chciał zobaczyć kotka, to zerknę przez okno na dachowca.

Andrzej Kwaśniewski



Nowszy post Starszy post Strona główna