Moda na... Eurowizję 2016

| 21:53 Dodaj komentarz
Właśnie leci kabarecik. Nie, finał 61. konkursu EUROWIZJA 2016. Choć to na jedno i to samo wychodzi. Dzisiejsze kabarety mało wspólnego mają z humorem, podobnie jak Eurowizja z muzyką.


reprezentantka Niemiec i jej "kreacja" niczym z majaków schizofrenicznego projektanta


Naprawdę, miałem dobre chęci, zacząłem oglądać, z ciekawości i by trzymać rękę na pulsie, co w showbizie piszczy, ale tego nie da się wytrzymać. Kicz i obciach najwyższych lotów. Miałkie to takie, że kolejne, identyczne piosenki przesypują się pomiędzy uszami, nawet na chwilę nie zatrzymując się gdzieś we wnętrzu, w sercu czy duszy. Muzyczna tandeta gorsza chyba od disco polo. Bo disco polo przynajmniej zabawne bywa, a i sami discopolowi artyści, jak podejrzewam, z dużym dystansem do siebie podchodzą i dobrze bawią się tym, co robią. Tutaj, niestety, każdy nie tylko traktuje poważnie to, co robi, ale i siebie. Gwiazdy wprost.

Modowo to też beznadziejne (to takie zboczenie zawodowe, żeby się modzie zawsze przyjrzeć). Stroje, bo kreacjami tego nazwać nie można, rodem z dyskoteki w wiejskiej remizie gdzieś w Polsce B w latach 80. ubiegłego wieku. Parę wokalistek w miarę ładnych. No, to jedyny plus. I ten beznamiętny głosik polskiego spikera. Narratora? Wysłannika specjalnego? Nawet dopingując, gratulując polskiemu Szpakowi, głos mu nie drgnie, nie zmienia się timbr, głos jakby zamawiał burgera w Mac-u w sześć minut po śmierci ukochanej babci.

Michał Szpak. To już temat sam w sobie. Kolejny przejaw zaściankowego, lokalnego patriotyzmu. Muzyczno-celebrycka odmiana małyszomanii. Wszyscy kibicują Szpakowi, wszyscy Szpaka kochają i podziwiają. Nieważne, że jeszcze pół godziny przed konkursem wielu go wprost nie trawiło, w Internecie hejtowało, a równie wielu nigdy wręcz o nim nie słyszało. Muzycznie - nie odstaje. Taka sama muzacka papka, do przeżucia na miejscu, bo na wynos już się nie nadaje. Ale nieważne, jest Polak w finale! Polak w kosmosie, Polak na Eurowizji, zdaję się, że Polak wynalazł też telefon. A nawet, jak nie, to na pewno miał polskie korzenie. I podnosimy sobie poczucie własnej wartości, jednocześnie podnosząc kieliszki na grillu. Powód do dumy. Jestem Polakiem, jak Michał Szpak, gwiazda Eurowizji.

Teoretycznie ja wszystko rozumiem. Jak ktoś zasuwa 7 dni w tygodniu łopatą albo w korporacyjnym mordorze, to musi sobie jakoś nastrój poprawić, chociażby Szpakiem. Nie wymagam też od Eurowizji sztuki wysokich lotów, ani prawdziwych przebojów - evergreen'ów. Rozumiem, że taka a nie inna formuła tego konkursu, że sprzedaje się tłuszczy pioseneczki do zapomnienia w sekundę, ewentualnie z jedną, zwycięską do gwizdania pod prysznicem lub w windzie, do oporu, do wymiotów. Nie rozumiem tylko, po co w ogóle organizować - za publiczne pieniądze - tak żenujące widowiska, kto tego słucha, kto ogląda i czy naprawdę temu statystycznemu fanowi Eurowizji naprawdę się to podoba, czy tylko nie ma co ze sobą zrobić w sobotni wieczór? Tego, mimo szczerych chęci i zmuszania się katorżniczego, by Eurowizję 2016 zaliczyć, zrozumieć nie mogę.

p.s. nie oglądam Kiczowizji, regulaminu tym bardziej nie znam, ale jakim cudem Australia i Izrael występują na konkursie EURO? coś w światowej geopolityce przeoczyłem?




Nowszy post Starszy post Strona główna